poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Moja włosowa historia.

Jak wszyscy to i ja :) Przedstawię wam moją historię włosową. Nie mam wielu zdjęć, coś tam jednak udało mi się odnaleźć w komputerze. 

Jako mała dziewczynka miałam bardzo jasny blond włosy, wręcz platynowe. Zawsze były krótkie, mama dla wygody ścinała mi je na pieczarkę. Nie przeszkadzało mi to, nie zwracałam uwagi na to co miałam na głowie. W 2 klasie podstawówki (komunia św.) włosy były prawie do ramion. Właściwie przez całą podstawówkę miałam mniej więcej taką długość, może nawet trochę za ramiona. Włosy miały ładny odcień blondu-złocisty, lekko popielaty. Były zdrowe, błyszczące, ale rzadkie, delikatne i bardzo cieniutkie. Od zawsze byłam posiadaczką cieniusieńkich i bardzo słabych włosów. Cóż, geny...

Potem nadeszło najgorsze-gimnazjum! Pod koniec pierwszej klasy (kiedy moje włosy przybrały już mysi odcień) zachciało mi się blondu. Młoda byłam i głupia, więc sięgnęłam po rozjaśniać.Wybór padł na firmę Avon, bo koleżanka akurat była konsultantką. Efekt? Początkowo było fajnie. Włosy nabrały ładnych refleksów. Ale było mi mało i oczywiście ponownie sięgnęłam po ten sam rozjaśniacz. Efekt? Tragedia. Nie będę tego komentować, po prostu wstawię zdjęcie...

musiałam uciąć zdjęcia, bo są na nich osoby trzecie :)

Jak widać włosy są cienkie i bardzo rzadkie. Na zdjęciu widać okropny żółtawy odcień-jajecznica. Można się też dopatrzeć mojego naturalnego mysiego koloru, którego szczerze nie znoszę :] Obecnie jest jeszcze ciemniejszy.

Potem moja ciocia fryzjerka (chcąc wrócić do naturalnego koloru) zafarbowała mi włosy jakąś farbą Loreala, nie pamiętam dokładnie jaką, ale w kolorze ciemnego blondu. Kolor wyszedł smutny, zdecydowanie ciemniejszy niż mój naturalny i zupełnie nie pasował do mnie. Moja kochana ciocia ścięła mi także z 7cm włosów tępymi nożyczkami! To się nazywa mieć pojęcie o swoim zawodzie... Po całym tym nieszczęsnym zabiegu płakałam kilka godzin. Teraz z perspektywy czasu jest to dla mnie zabawne, ale wtedy było tragedią ;) Nie mam zdjęć. Kolor wypłukał się całkowicie po kilku myciach.

Potem przyszedł czas na szamponetki. Zafarbowałam tylko raz na brąz:

Efekt bardzo mi się podobał :) Na zdjęciu widać jak malutko mam włosów. Pamiętam, że w rzeczywistości były błyszczące, zachwycałam się wtedy tym efektem, na zdjęciu wyglądają na matowe.

W tym okresie też zaczęłam włosy prostować. Miałam okropną, bardzo oporną prostownicę. W dodatku prostowałam mokre włosy bez jakiegokolwiek zabezpieczenia. Szczęście, że prostownica po ponad pół roku popsuła się. Z tego co pamiętam w tym okresie chcąc rozjaśnić włosy moczyłam je w soku z cytryny i suszyłam je na słońcu (wiem, coś strasznego, jak o tym teraz pomyśle to aż ciarki mnie przechodzą), chodziłam spać w mokrych włosach, moja "pielęgnacja" ograniczała się do szamponu.

W 3 klasie gimnazjum, mając dość okropnych odrostów na pół głowy, zdecydowałam się zafarbować włosy na blond. Była to pianka Schwarzkopf, która bardzo przypadła mi do gustu. Kolor wyszedł dokładnie taki jak miał być, włosy nie wypadały po niej bardziej niż zwykle i nie zniszczyły się jakoś bardzo. Farbowała nią około 4 razy. Ostatni raz był w maju 2012 roku, to było pod koniec 1 klasy liceum. Wtedy właśnie, załamana sypiącymi się włosami, postanowiłam więcej nie farbować. Włosy były w opłakanym stanie. Wychodziły garściami, a i tak miałam ich malutko. Łamały się strasznie, każde dotknięcie włosów powodowało, że leciały kawałki włosów. O ich wyglądzie lepiej nie będę się wypowiadać, bo wyglądały tragicznie! Niestety nie mam zdjęć z tego okresu.

W wakacje 2012 roku nastąpił jakiś przełom, zupełnie przypadkowo. Szukałam w internecie czegoś zupełnie nie związanego z włosami kiedy przypadkiem natknęłam się na bloga Mysi. W ciągu jednego wieczoru przeczytałam wszystkie posty, część porad wypisałam sobie na kartce. Tak mnie to wciągnęło, że po całych dniach wertowałam różne strony i blogi o tematyce włosów. Zapisałam wtedy mnóstwo kartek. Zapisywałam wszystko: jak przeczytałam jakąś pozytywną opinie o produkcie to już chciałam go mieć, zapisywałam nazwy substancji w kosmetykach-te dobre i te złe, różne porady, triki itp.

Takie włosomaniactwo z pierwszego zdarzenia zaczęło się jakoś w sierpniu, wtedy ograniczało się do szamponu, odżywki/maski i serum na końcówki. Powoli zaczęłam używać olei, dodawać półprodukty do masek. 
Na początku września włosy wyglądały tak:
wybaczcie jakość, tylko takie zdjęcie mam ;/
Cóż, wyglądały nadal beznadziejnie, ale wtedy pozbyłam się bardzo zniszczonych końcówek i zaczęłam odżywiać włosy, dzięki czemu były bardziej miękkie.

Teraz nadal nie mogę o nich powiedzieć, że są ładne czy chociaż w miare. Niestety nie mam zbyt wiele czasu na ich pielęgnację, ale dbam w miarę możliwości i pociesza mnie fakt, że przynajmniej ich stan się nie pogarsza.
Oto moje włosy teraz:
(na razie mam tylko to zdjęcie, niedługo kupię kabel i będzie więcej zdjęć, bo to foto nie do końca oddaje ich wygląd)
wyglądają na żółte, ale to tylko światło
Od góry mój naturalny kolor. W rzeczywistości włosów jest trochę więcej, po prostu mam taką fryzurę, że wierzchnie włosy zebrane są dobierańcem do tyłu.

No i podsumowując moje włosy teraz a na początku mojej przygody z dbaniem o włosy:
-włosy wypadają zdecydowanie mniej
-końcówki są w znacznie lepszym stanie (w sumie podcięłam ok. 8cm)
-systematycznie pojawia się mnóstwo babyhair (a nie robię nic szczególnego w tym kierunku-piję pokrzywę, był Seboradin przez 3 tygodnie, wcierka pokrzywowa i trochę olejowania skalpu i właściwie tyle, nic szczególnego)
-włosy są mięciutkie, koleżanki z klasy zawsze macają moje kłaczki i zachwycają się ich miękkością :) chyba jedyny plus cienkich i delikatnych włosów to to, że są bardzo miłe w dotyku, ale kiedyś takie nie były, wcześniej były sianowate i w dotyku jak papier ścierny :P (żarcik)

Nie wiem czy ktokolwiek przeczytał w całości moje wywody, ale napisałam ten post tak sama dla siebie, żeby pamiętać jaka okrutna byłam dla moich włosów :)

20 komentarzy:

  1. Czasy gimnazjum chyba są najstraszniejsze dla włosów bo zaczynają się eksperymenty, u mnie też tak było ;) Masz bardzo ładne włosy, kolor też :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No z tym kolorem to jest tak, że na zdjęciu jest bardzo przekłamany. Ale dziękuję, to bardzo miłe :)

      Usuń
    2. Mój naturalny kolor na zdjęciach wychodzi przeróżnie. Od blondu do ciemnego brązu ;)

      Usuń
  2. Widać różnicę w pielęgancji, to chyba najlepsza motywacja do dalszego włosomaniactwa :)

    OdpowiedzUsuń
  3. mi po siemieniu lnianym babyhair sie pojawily w znacznych ilosciach:) a wlosy coraz lepiej wygladaja:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z bejbkami nie mam problem, bo jest ich całe mnóstwo, ale im więcej tym lepiej :)

      Usuń
  4. Powodzenia w dalszym włosomaniactwie;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Czasy gimnazjum sa straszne dla włosów :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja mam wrażenie,że w gimnazjum to my wszystkie w kwestii włosowej miałyśmy jakieś zaćmienie umysłu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też to właśnie zauważyłam. Głupi wiek ;)

      Usuń
  7. Jesteś na dobrej drodze, oby tak dalej!

    Jak dla mnie, masz bardzo sporo włosów :))

    OdpowiedzUsuń
  8. wooow, ale się napracowałaś z tym postem :)
    powodzenia w walce o piękne włoski :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pisałam, pisałam a potem sie zorientowałam, że długie to i pomyślałam komu się to będzie chciało czytać ;)

      Usuń
  9. NO ,ALE FAKT, FAKTEM WŁOSY CUDOWNE

    OdpowiedzUsuń