sobota, 26 października 2013

Podsumowanie pielęgnacji w październiku.

Witam Was moje kochane ;)
Dziś coś czego dawno tu nie było-włosowa aktualizacja!
Ostatnia aktualizacja ze zdjęciami była w maju więc porównam jak włosy zmieniły się przez ostatnie 5 miesięcy. 

SZAMPONY
1. Schauma kids szampon i odżywka-normalnie bym go nie kupiła ze względu na "odżywka", bo przy moim przyklapie nie potrzebne mi jeszcze większe obciążenie, ale nie miałam wyboru. Okazało się, że to całkiem fajny szampon. Raz użyłam bez odzywki po myciu, włosy były miękkie i miłe w dotyku. Nie zauważyłam, żeby włosy szybciej się przetłuszczały. Jeszcze nie wiem czy daje rade z olejami, ale sprawdze to.
2. Cece Med do włosów tłustych-dostałam od siostry, która stwierdziła, że "zmniejsza przetłuszczanie, ale bardzo wysusza jej włosy". Tego czy zmniejsza przetłuszczanie nie jestem w stanie stwierdzić, bo oczyszczam nim włosy raz na tydzień, ale na pewno świetnie czyści i unosi włosy u nasady. Zawsze przed myciem mocnym szamponem nakładam coś na włosy (olej, odżywka), więc nie zauważyłam wysuszenia. Poza tym fajny skład, dużo ekstraktów. 
3. Radical wzmacniający-kiedyś uratował moje włosy, kiedy straszliwie leciały. Jest ok do oczyszczania.
4. Babydream-na zdj.akurat płyn do kąpieli, bo szampon mi sie skończył, ale płyn używam jako szampon ;) Mój ulubiony ulubieniec!
5. Suchy szampon-fajnie odświeża, przedłuża świeżość włosów, unosi u nasady i nie zostawia białych śladów. I do tego ładnie pachnie :)

ODŻYWKI
1. Gliss Kur Oil Nutritive-fajna odżywka, włosy są po niej błyszczące, dociążone, łatwe do rozczesania. Myślę, że na jednym opakowaniu się nie skończy ;)
2. Nivea long repair-czytając Wasze zachwyty nie mogłam jej nie kupić. U mnie sprawdza się średnio, bardzo średnio.
3. Garnier Ultra Doux-tej odżywki chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Uwielbiam :)

INNE
1. Jedwab GP-już się kiedyś nad nim zachwycałam, teraz zdania nie zmieniam ;)
2. Oliwka BD
3. Olej lniany
4. Nafta kosmetyczna z witaminami-nakładam na 20 minut przed myciem. Efekty świetne :)
5. Marion serum
6. Jantar-no dobra, użyłam może z 3 razy ;)

Zdj. z lampą. Moje włosy wcale tak nie błyszczą ;)
W ciągu tych 5 miesięcy 2 razy podcinałam włosy, więc ubyło ok.4-5cm. Ale i tak jestem zadowolona z długości, bo myślałam, że one wcale nie rosną ;)


niedziela, 20 października 2013

Drobne nowości + tydzień z drożdżami.

Znowu mi sie zbiera kosmetyków. Ach, ale jak widze niektóre oferty to po prostu nie mogę się powstrzymać. Wczoraj odwiedziłam Rossmanna, ale kupiłam tylko płyn do kąpieli BD (jako szampon). Tyle rzeczy chciałam wrzucić do koszyka, ale się okazało, że nie wzięłam portfela i mam tylko kilka zł.
Potem byłam jeszcze w Biedronce z moim kochanym tatusiem, który wcale się nie złości gdy wrzucam te wszystkie "niepotrzebne" rzeczy ;)
Kupiłam tonik micelarny Eveline za 5zł. Uwielbiam go jako tonik do twarzy, nie zmywam nim makijażu. To moja druga buteleczka.
Wzięłam też balsam do włosów BioVital. Firma jest mi obca, ale kosztował jakieś 6zł, więc żal byłoby nie wziąć ;)  Nie używałam go jeszcze, dzisiaj go wypróbuję i zdam wam relacje ;) 


Minął tydzień odkąd zaczęłam pić drożdżowy napój i powiem wam, że jest dobrze, bardzo dobrze :D
Ciesze sie, że sie przełamałam. Już smak drożdży kompletnie mi nie przeszkadza. Dodaję miodu i kakao i jest całkiem smacznie :)

poniedziałek, 14 października 2013

Drożdżowe zapuszczanie :)

Hej :)
 Jak sam tytuł wskazuje zaczynam pić drożdże! A właściwie już zaczęłam. Dziś trzeci dzień mojej kuracji. Jeszcze sie nie poddałam, więc jest dobrze. Ostatnim razem moja przygoda z drożdżami nie trwała długo-dokładnie jeden dzień. Nie wiem co wtedy zrobiłam źle, bo zrobiłam wszystko dokładnie jak teraz, czyli 1/4 kostki zalałam wrzątkiem i poczekałam aż ostygnie, ale tamtym razem skończyło się 3-dniowym bólem brzucha. Nie wiem co mnie podkusiło, żeby znowu spróbować, bo zwykle po takich "wpadkach" rezygnuję ;)
No ale spróbowałam i się bardzo cieszę. Mam nadzieję, że kuracja przyniesie jakieś pozytywne efekty. Najbardziej liczę na te centymetry, bo studniówka za pasem i chciałoby się pochwalić długimi kłaczkami :D

Nie będę się tu rozpisywać o właściwościach drożdży, bo to już się pojawiało na blogach milion razy, powiem tylko jak ja sobie radzę z drożdżowym paskudztwem ;)
A więc biorę 1/4 kostki drożdży piekarskich (później może zwiększe ilość do 1/3 kostki), zalewam wrzącą wodą. Próbowałam z mlekiem, ale wydaje mi się, że w takim połączeniu smak drożdży jest jeszcze bardziej intensywny, a zapach jeszcze gorszy (takie moje odczucia). Mieszam i pozostawiam do wystygnięcia. Ja dodaję miodu, żeby było słodkie i kakao (nie napój kakaowy tylko to prawdziwe kakao), dzięki temu czuje bardziej kakao niż te drożdże.

Macie jakieś inne sposoby na zabicie tego okropnego smaku? ;)


środa, 9 października 2013

Trochę mnie tu nie było ;)

Nie było mnie tu dokładnie 2 miesiące. Miałam stresujący czas, więc i mój zapał do dbania o włosy trochę przygasł, ale teraz wracam, bo chcę kontynuować walkę o piękne włosy :)
Skończył się mój ban zakupowy, zużyłam większą część kosmetyków, więc teraz z czystym sumieniem mogę kupować nowe :D I tak też wczoraj uczyniłam. Oto co zakupiłam:
1. Marion kuracja z olejkiem arganowym (ciekawa jestem ile z was poszło do Biedroneczki po to :D)
2. Odżywka Oil Nutritive, składem nie zachwyca, ale już od bardzo dawna chciałam ją wypróbować
3. CHI. Nawet sobie nie wyobrażacie jaka była moja radość gdy zobaczyłam go gdzieś w rogu, na najmniej widocznej półeczce w maleńkiej drogerii w moim mieście. Zrobiłabym zapas, ale nie miałam pieniędzy :(
Nie jest tego dużo, ale nie ma co szaleć, bo w końcu znowu zrobie takie zapasy, że na rok starczy :D

Kupiłam też aparat, więc wreszcie będą jakieś normalne zdjęcia :D

piątek, 9 sierpnia 2013

Trochę inspiracji, żeby się zmotywować ;)

Przede wszystkim bardzo wam dziękuję za pomoc w opanowaniu mojej czupryny. Chyba gorsze dni moich włosów minęły. Jest już dobrze, teraz muszę utrzymać ten stan, albo postarać się o jeszcze lepszy ;)
Skorzystałam z waszej rady, aby włosy porządnie oczyścić. Przed umyciem nałożyłam na włosy odżywkę Schauma 7 ziół, która nadaje włosom fajny poślizg, dodałam do niej kilka kropli olejku łopianowego, zostawiłam na włosach na 15 minut. Potem dwukrotnie umyłam szamponem Alterra granat i aloes (uwielbiam jego zapach). Potem nałożyłam balsam GP z olejkiem arganowym, dodałam kilka kropli gliceryny. Na sam koniec zrobiłam płukanke z naftą kosmetyczną.
Udało mi się opanować przesuszenie i od razu humor lepszy. Nie mogłam już patrzeć na te sucharki :]
Bardzo wam dziękuję za pomoc :)
A teraz troche inspiracji, żeby się zmotywować do dalszego dbania o włosy. Może zmotywują mnie do regularnego wcierania wcierki imbirowo-cynamonowo-koziardkowej i Jantaru :D












czwartek, 8 sierpnia 2013

Bad hair days!

Od kilku dni walczę z okropnym przesuszem. A było tak pięknie. Jeszcze do niedawna tak sie cieszyłam, że lato w tym roku bardzo łagodnie obchodzi się z moimi włosami. Że końcówki nie są suche, że nie ma siana. A tu prosze. Od paru dni nie mogę sobie z nimi poradzić. Są takie brzydkie. Nie lubie ich takich. Buu :(
A wszystko przez to, że pewnego dnia zachciało mi się utrwalić moje loczki po całonocnym ślimaku (były takie piękne) za pomocą pianki i lakieru. Z doświadczenia wiem, że takie "eksperymenty" nie wychodzą moim kłaczkom na dobre, a mimo to zrobiłam to. Jakby tego było mało następnego dnia byłam na całonocnej imprezie, na której moje włosy latały na wszystkie możliwe strony i zaczepiały o wszystko co się da. Tak, teraz już wiem, że rozpuszczone włosy nie nadają się do dzikich tańców :D
No i tak to wygląda. Nie mogę z nimi dojść do ładu. A dzisiaj jeszcze nie domyłam oleju i wyglądają jeszcze straszniej. Zastanawiam się tylko czy Babydream nie domywa oleju (zmieniłam Facelle na BD, bo sie skończył :( ) czy po prostu za mało szamponu użyłam. W każdym razie nie umiem sobie z tym poradzić (nie chodzi o domycie oleju) i chyba będę musiała się zastanowić nad podcięciem końcówek. Może to coś da. 
Macie może jakieś sprawdzone (albo niesprawdzone) sposoby? Będę baaaaaardzo wdzięczna za każdą radę :)

wtorek, 6 sierpnia 2013

Efekty olejowania twarzy po pierwszym tygodniu.

W ostatnim poście pisałam o moim planie olejowania twarzy. Dziś mija tydzień od pierwszego wysmarowania buzi olejkiem. Dla przypomnienia nie stosuję metody OCM, za dużo z tym roboty, wolę nałożyć olejek na kilka godzin i spokój. Używam w tym celu olejku arganowego. Nie jest on zbyt ciężki, ma dobroczynne działanie na skórę i w dodatku miałam go w swoim asortymencie, więc wybrałam ten :]

Mam mieszaną cerę, tłustą w strefie T (choć dzięki bratkowi już nie tak tłusta jak kiedyś) z dużą skłonnością do zapychania porów i normalną na policzkach. Na nosie, policzkach i brodzie mam wągry, których nie znoszę, gdyby nie one nie malowałabym się. Walczę z nimi, walczę, ale to jak walka z wiatrakami. Czółko usypane mam niefajnymi drobnymi krostkami, to są raczej takie gulki pod skórą (nie umiem tego określić). Nie bolą ani nic, nie są jakoś bardzo widoczne, ale jednak są.

Nakładam olejek arganowy już od tygodnia. Wsmarowuję kilka kropli olejku w oczyszczoną skórę, zostawiam na kilka godzin (3-5h) po czym zmywam żelem Fitomedu z mydlnicą lekarską. 
Efekty takiej pielęgnacji twarzy póki co bardzo mi się podobają. W ostatnim tygodniu nie pojawiła mi się na twarzy ani jedna nowa niespodzianka. Ropne pryszcze (nie mam ich dużo, ale czasem się pojawiają) zniknęły, te "podskórne gulki" na czole wydaje mi się, że powolutku (bardzo powolutku) znikają. Pory są mniejsze z czego się bardzo cieszę, wągry są nieco jaśniejsze i nie są aż tak widoczne. Bałam się, że olejek będzie mnie zapychał (90% wszystkiego co nakładam na twarz mnie zapycha...), ale nic takiego się nie stało. Fajne jest też to, że zaczerwienienia znikają. Skóra jest bardziej promienna. A to dopiero pierwszy tydzień. Mam nadzieję, że efekty będą coraz lepsze i że w końcu będę mogła rzucić w kąt te wszystkie paskudne podkłady i pudry :D Ale nie będę się za bardzo napalać, żeby się nie rozczarować ;)

czwartek, 1 sierpnia 2013

Olejowanie twarzy.

Olejowanie włosów? Jeszcze do niedawna było to dla mnie dziwne. Dopiero wchodząc do blogowego świata włosomaniaczek czytałam o tych wszystkich niemieszczących mi się w głowie sposobach na piękne włosy między innymi właśnie o olejowaniu włosów. Nakładać olej na włosy? Co one mają w głowach, żeby coś takiego zrobić. Minęło kilka tygodni a ja oglądając niesamowite efekty jakie uzyskiwały dziewczyny po olejowaniu włosów zdecydowałam się w końcu nałożyć oliwę na włosy. Pomimo, że oliwa z oliwek nie jest idealnym olejem dla moich kłaczków, włosy po tym "zabiegu" wyglądało znacznie lepiej. Od tamtej pory olejowanie jest niezbędnym elementem mojej pielęgnacji :)

A co z olejowaniem twarzy? Czy tutaj też będzie tak pięknie? Postanowiłam się o tym przekonać na własnej skórze czy to rzeczywiście działa. Do tej pory miałam pewne wątpliwości. Bo przecież olej taki tłusty, pewnie zaraz zatka mi pory, to nie do mojej tłustej cery...Ale co mi szkodzi. Ostatnio moja cera płata mi niezłe figle, pojawiło się mnóstwo krostek/gulek na czole, nie wiem jak to nazwać. To nie są takie typowe pryszcze tylko małe gulki pod skórą. 
Postanowiłam spróbować tej metody.
 Zaczęłam wczoraj wieczorem. Nałożyłam cienką warstwę olejku arganowego na twarz. Po kilku godzinach olejek po części się wchłonął. Resztę zmyłam żelem do twarzy Fitomedu z mydlnicą lekarską, a następnie twarz przetarłam aloesowym tonikiem Ziaji. 
Efekty? Cóż, po jednym dniu nie ma się co spodziewać oszałamiających efektów. Ja zauważyłam tylko, że olejek nie zatkał mi porów(ale zobaczymy co będzie się działo dalej), cera jest bardziej promienna i niektóre zaczerwienienia zniknęły
Postanowiłam, że przez cały miesiąc będę nakładać olejek na twarz. Po tym czasie zdam relacje :)

Stosowałyście tą metodę? Jakie efekty? :)

poniedziałek, 29 lipca 2013

Podsumowanie pielęgnacji w lipcu.

Co za dzień. Na termometrze 37 stopni, żadnej wody do kąpania w okolicy i godzina siedzenia na kursie prawka, na którym koleżanka z mojej lewej zemdlała. Jutro podobno chłodniej. Mogłoby padać, bo lubie jak leje cały dzień ;)
A dzisiaj czas na podsumowanie kończącego się miesiąca. Jak ja lubie lipiec. Na początku miesiąca mogę nie robić nic konstruktywnego z tą błogą świadomością, że wakacje dopiero się zaczęły, a pod koniec dalej trwać w tej świadomości, bo przecież jest jeszcze tyle czasu na realizowanie planów związanych z dokształcaniem sie, zdrowszym jedzeniem, poprawą kondycji itp. mogłabym tak wymieniać w nieskończoność. 
Tak więc dziś przedstawię wam produkty, które uratowały moje włosy przed słońcem, wiatrem i dzięki którym moje włosy po raz pierwszy w wakacje nie są suche jak sianko :)

Szampony
  • BingoSpa bursztyn i brzoskwinia z proteinami, do oczyszczania raz w tygodniu, nareszcie denko :)
  • Timotei do włosów blond, wieeelka butla, a końca nie widać. Nie wiem po co go kupiłam. Ma służyć do oczyszczania, ale ma w składzie silikon, więc po użyciu go muszę myć włosy ponownie delikatnym szamponem. Chyba będę go zużywać cały rok taki jest duży ;)
  • Facelle, do codziennego mycia. Jaka szkoda, że niedługo dobije dna. Po prostu kocham ten płyn. 
  • suchy szampon Isana
Odżywki/maski

  • Garnier awokado i karite (z dodatkiem kilku kropli olejku działa jeszcze większe cuda niż solo)
  • BingoSpa z zieloną glinką, TUTAJ pełna recenzja
  • Schauma masło shea i ekstrakt z kokosa, bardzo fajna, godna polecenia odżywka :)
  • Garnier Fructis Hydra Liss 72H
  • Nivea Long Repair, po tylu zachwytach na waszych blogach spodziewałam się czegoś lepszego, ja się zawiodłam
  • Isana krem do ciała masło shea i kokos, pierwszy raz spróbowałam kremowania włosów i jestem zachwycona :]
  • Biowax do włosów słabych ze skłonnością do wypadania

Reszta
  • olej arganowy
  • olej lniany
  • moja mieszanka: balsam Seboradin z czarną rzepą+woda pokrzywowa+mix 3 olejków+imbir+cynamon taka wybuchowa mieszanka jako wcierka, zobaczymy co z tego będzie przy dłuższym stosowaniu;)
  • jedwab GP
  • Joanna serum miód i proteiny mleczne

W lipcu nie podcinałam końcówek, tylko wycinałam pojedyncze rozdwojone końcówki. O wiele bardziej lubię ten sposób niż zwykłe częste podcinanie końców. Jest z tym troche zabawy, ale warto. Olejowałam kilka razy, ale nie tak często jakbym tego chciała. Muszę nad tym popracować. 
Muszę przyznać, że postęp widzę. W każde poprzednie lato moje włosy były suche jak sianko, a końcówki w strasznym stanie. Teraz jest dobrze. Końce nie są suche, po dobrym odżywieniu są dociążone, nawilżone i wyglądają bardzo dobrze ;)
To tyle ode mnie. Ciekawa jestem jak wasze włosy spisywały się w lipcu? ;)

poniedziałek, 22 lipca 2013

BingoSpa maska do włosów z zieloną glinką. Recenzja.

W związku z moim banem zakupowym zużywam moje zapasy. Do tej pory zaczynałam kosmetyk, używałam trochę, po czym rzucałam w kąt i kupowałam nowe. Mam zamiar najpierw denkować wszystkie produkty, które nie zrobiły na mnie wielkiego wrażenia i z chęcią czym prędzej się ich pozbędę. Jednym z takich produktów jest maska do włosów marki BingoSpa z zieloną glinką


Skład
Aqua (woda), 1 Heksadecanol 1 Octadecanol(miksture) (woski emulgujące-zapobiega powstawaniu piany, stabilizuje emulsję, nadaje jej określoną lepkość), Ceteareth-20 (and) Cetearyl Alcohol (emulgator, substancja myjąca), Stearamidopropyl Dimethylamine (działanie odżywcze, antystatyczne), Illite (green clay) (zielona glinka), Parfum (zapach), Citric Acid (kwas cytrynowy, regulator pH), Methyl Paraben (konserwant), Sodium Benzoate (benzoesan sodu, konserwant), Ethyl Paraben (konserwant).

Działanie
Maske stosowałam na 4 sposoby:
  • na skalp-przed myciem włosów nakładałam maskę na skórę głowy, wmasowywałam przez kilka minut, następnie zostawiałam na pół godziny pod foliowym czepkiem i ręcznikiem. Po umyciu włosy nie były obciążone u nasady, nie przetłuściły się szybciej, a wręcz były odrobinę dłużej świeże. Maska nie podrażniła mi skóry głowy, dobrze nawilżyła skalp.
  • przed myciem-nakładałam dużą ilość maski na długość włosów, zakładałam czepek i ręcznik i zostawiałam czasem na 10, czasem na 30 minut. Włosy po umyciu mniej się elektryzowały. Po za tym nie widziałam różnicy. 
  • po myciu-nakładałam maskę na długość włosów, zakładałam czepek i ręcznik i zostawiałam zwykle na pół godziny. Włosy po spłukaniu były delikatnie wygładzone, nie obciążone, sypkie, mniej się elektryzowały, ale maska nie zniwelowała puszenia. Działanie mogę określić na bardzo przeciętne.
  • z półproduktami-tu sprawdzała się najgorzej. Dodawałam miód, mąkę ziemniaczaną, jogurt naturalny, gliceryne, olej, żelatyne-w żadnym przypadku efekty nie były dobre.

 Plusy i minusy
+ nawilża skalp
+ odświeża
+ nieznacznie przedłuża świeżość włosów
+ zmniejsza elektryzowanie
+ trochę wygładza
+ nie obciąża włosów, są sypie i lekkie 
+ tania
- trudno dostępna
- nie zniwelowała puszenia
-/+ w moim przypadku nie nadaje się do mieszania z półproduktami, ale to dlatego, że moje włosy nie przepadają za nimi

Zapach, opakowanie, konsystencja
Zapach mi się nie podobał, określiłabym go jako nudny, ale nie drażniący. Opakowanie zawiera 500g produktu, więc jest dosyć spore. Jest solidne, wygodne, wykonane z półprzezroczystego plastiku, dzięki czemu bez otwierania widzimy ile produktu zostało. Konsystencja lejąca, rzadka, ale mimo tego nie spływa z włosów i łatwo ją nałożyć. 

Cena, dostępność
Za moją maskę dałam 9,40zł. Ja swoją kupiłam w osiedlowej drogerii. Można ją kupić w internecie, stacjonarnie raczej rzadko ją spotykam, ale można poszukać ;)

Czy kupię ponownie?
Zdecydowanie nie. Maska świetnie działa na skórę głowy, jednak mój skalp jest bardzo mało wymagający, właściwie niczego nie wymaga. Nigdy nie swędzi, jest odpowiednio nawilżony. Natomiast moje włosy na długości wymagają czegoś więcej. Ta maska nie jest w stanie odżywić i nawilżyć moich włosów, więc nie widzę sensu ponownego zakupu jej.

piątek, 19 lipca 2013

Ban zakupowy!

Hej :) Wczoraj wróciłam od siostry. Bardzo zmęczona podróżą, bo był straszny upał, a w autokarze nie było klimatyzacji...ale szczęśliwa, bo spędziłam bardzo miło ostatnie kilka dni. Przywiozłam ze sobą całą torbę nowości, sporo ubrań, a większość kupiona w second-handach za grosze, oczywiście nie obyło się też bez kosmetycznych zakupów, kupiłam między innymi suchy szampon i zapas odżywek Ultra Doux ;)
Dziś, robiąc porządek w pokoju, zauważyłam coś niepokojącego. Mam za dużo kosmetyków do włosów. Muszę dać sobie bana zakupowego, bo tak dłużej być nie może. A więc ogłaszam wszem i wobec, że nie kupię żadnego kosmetyku do włosów dopóki mój asortyment nie zmniejszy się do rozsądnej wielkości (przynajmniej o połowę). Oczywiście jeśli skończy mi się zapas z danej kategorii (czyli np. serum do zabezpieczania końcówek) to mogę pozwolić sobie na zakup nowego kosmetyku. Ale to tylko jeden taki wyjątek. 
Na ten moment mój kosmetyczny asortyment prezentuje się tak:

 Szampony
  • Babydream szt.2
  • Facelle
  • Alterra aloes i granat
  • BingoSpa pokrzywa i zielona herbata
  • Timotei do włosów blond
  • Radical do włosów zniszczonych i wypadających
  • Isana suchy szampon
Odżywki/Maski
  • BingoSpa z zieloną glinką
  • Schauma 7 ziół
  • Schauma ekstrakt kokosa i masło shea
  • Garnier Fructis Hydra Liss 72H
  • Garnier Ultra Doux awokado i karite szt.3
  • Biovax do włosów słabych ze skłonnością do wypadania
  • Green Pharmacy balsam z olejkiem arganowym
  • Nivea Long Repair
  • Sleek Line Seboradin balsam z czarną rzepą
Oleje
  • arganowy
  • oliwka Babydream
  • lniany
Serum
  • Joanna z miodem i proteinami mlecznymi
  • Green Pharmacy jedwab
Inne
  • nafta kosmetyczna
  • Marion odżywka w sprayu do włosów blond
  • Inecto nabłyszczacz
  • Jantar
  • woda pokrzywowa
Reasumując, szamponów do oczyszczania spokojnie wystarczy mi na 2 lata (może i wystarczyłoby na dłużej, ale najdłuższa data przydatności jest do 06.2015), delikatne szampony prawdopodobnie wystarczą mi do końca tego roku. Odżywki i maski powinny wystarczyć na długo, ale tego nie jestem w stanie określić. Najprędzej kupie coś do zabezpieczania końcówek, bo tego mam niewiele. Także nic mi więcej nie potrzeba i nic nie kupuje :)


czwartek, 11 lipca 2013

Jantar. Nowa vs. stara wersja.

Dawno nie miałam tak złego dnia. Dzień zaczął się pięknie. Miałam spotkać się z przyjaciółką, miałyśmy cały dzień spędzić razem. Ale wydarzyło się coś co raz na zawsze przekreśliło naszą przyjaźń. Choć zawsze staram się wybaczać ludziom, zrozumieć ich błąd i dać drugą szansę, ale tego nie jestem w stanie wybaczyć i zapomnieć. Tak więc przyjaźń, która trwała 12 lat właśnie dziś się zakończyła. Może to lepiej, że zrozumiałam już teraz jaka to osoba. Tak więc dziś przez 2 godziny ze łzami w oczach siedziałam nad stawem i oglądałam pasjonujące życie kaczek. 
Żeby mnie jeszcze bardziej dobić nowo zakupiony kabel USB okazał się bublem i nie działa. A może mój komp jest już tak zajechany, że ignoruje moje prośby i błagania, aby w końcu połączył się z tym głupim kablem? Chyba. Tak więc zdjęć, które przygotowałam nie będzie :/ 
Jedyny miły akcent tego dnia to to, że na wielkiej wyprzedaży w sklepie kosmetycznym (likwidacja sklepu) kupiłam 3 fluidy każdy po 5zł (30ml, 20ml, 15ml).

Tematem dzisiejszego posta jest porównanie składów starej i nowej wersji osławionej w blogosferze odżywki Jantar.


Kiepsko widać, ale jak komuś zależy to się doczyta ;)

poniedziałek, 8 lipca 2013

Powrót do naturalnego koloru. Moja droga do naturalnych włosów :)

Tak to się zaczęło... 

Dawno, dawno temu, gdy przechodziłam najgłupszy wiek, czyli gimnazjum, zamarzyło mi się być jasną blondynką. Bez wiedzy mamy upolowałam jakiś tani rozjaśniacz i potajemnie nakładałam rozjaśniacz pasmo po paśmie. Najpierw ostrożnie. Nie było nic widać. Chciałam więcej, więc nakładałam kolejne warstwy rozjaśniacza na piękne wtedy, zdrowe i błyszczące kudełki. Spektakularnych efektów rozjaśniania nie było. Do czasu. A dokładniej do czasu pierwszego wyjścia na słońce. Po całym dniu spędzonym na łonie natury wróciłam do domu z bardzo jasnym (oczywiście żółtawym) blondem. Jakież było moje zdziwienie (i złość mamy ;)). To była moja pierwsza fatalna decyzja dotycząca koloryzacji włosów. 
Pojawiły się pierwsze odrosty. Kupiłam ten sam rozjaśniacz i rozjaśniłam ciemne włosy przy skórze. Po jakimś czasie moje słabe z natury włosy zaczęły się dosłownie sypać. Leciały garściami. To mnie skutecznie zniechęciło do dalszego rozjaśniania. Przez jakiś czas chodziłam z okropnym odrostem. Nie mogłam tego znieść, więc zafarbowałam włosy na słoneczny blond. Kolor tak mnie zauroczył, że przez ponad 1,5 roku miałam go na głowie. Ale znów powróciło wypadanie włosów. Było to w maju zeszłego roku. Wtedy zakończyła się moja przygoda z koloryzacją. Jestem z siebie dumna. Już od ponad 14 miesięcy nie miałam farby na włosach :)


Jak się miewają moje włosy teraz?

Nie wiem dokładnie ile centymetrów mają moje włosy, ale sięgają kilka cm. za łopatki. Odrost w kolorze ciemnego blondu ma 15-16cm. Łatwo obliczyć, że w ciągu miesiąca średnio rosły niewiele ponad 1cm. Na moje włosy to i tak świetny wynik ;)
Naturalne włosy są bardzo błyszczące, gładkie, przede wszystkim zdrowe. I są znacznie grubsze niż farbowane! Kiedyś bardzo nie lubiłam swojego naturalnego koloru, a teraz za nim tęsknię. Chciałabym mieć całe włosy w tym kolorze. Doszłam do wniosku, że w ciemnych włosach jest mi lepiej niż w jasnych. Myślę, żeby jakoś ocieplić mój naturalny kolor gdy już wszystkie będą w moim kolorze. 
Farbowane włosy pomimo częstego podcinania końców po całym dniu wiszą smętnie. Często są suche, puszą się, szybko niszczą, trzeba się z nimi obchodzić jak z jajkiem, żeby przypadkiem ich nie uszkodzić. Czekam na ten moment, gdy wreszcie zetnę ostatnie centymetry rozjaśnianych włosów :D


Obcinać czy nie obcinać? Oto jest pytanie ;)

Często spoglądając na te moje smętnie wiszące końce zastanawiam się czy nie obciąć tych farbowańców. Oczywiście nie całych, bo zostałabym z "grzybkiem" na głowie, a tego nie chce, bo zdecydowanie wolę długie włosy. Myślę o ścięciu ok.10 cm. włosów. Ale chyba nie zdecyduję się na tak odważny krok ;) Muszę być wytrwała :)


Jak sobie pomagam.

Żeby różnica między kolorami nie była tak bardzo widoczna stosowałam mgiełke rumiankową, którą aplikowałam na naturalne włosy. W połączeniu ze słońcem (oczywiście w minimalnych ilościach) różnica między ciemnym a jasnym blondem trochę się zatarła. Teraz wygląda to trochę jak ombre. Niektórzy mówią, że wygląda to po prostu jak rozjaśniane słońcem. Próbowałam maski miodowej, która ma działanie rozjaśniające, ale nie wyszło z tego nic dobrego. 
Sprawdza się także związywanie włosów: warkocze, koczki itp. 
Oczywiście ważne jest przyspieszenie wzrostu włosów, wtedy szybciej zapuścimy naturalki i będziemy mogły ściąć farbowane końce. Ja w celu przyspieszenia stosuję Jantar, wodę pokrzywową, a wewnętrznie siemię lniane, skrzypokrzywę, planuję jeszcze CP i na skórę głowy kozieradkę. Ale co z tych planów wyjdzie to zobaczymy ;)



A Wy powracałyście kiedyś do naturalnego koloru? Przechodziłyście to? 
:)


środa, 3 lipca 2013

Podsumowanie pielęgnacji w czerwcu.

Jednak znalazłam trochę czasu na napisanie porządnego postu ;) Miałam iść na rower, ale przypomniałam sobie, że mama pojechała nim do pracy. Także dzisiaj czas na podsumowanie pielęgnacji w czerwcu, bo to przecież już się lipiec zaczął ;)

 Wreszcie zaczęłam olejowanie włosów. Do niedawna olej nakładałam na włosy bardzo sporadycznie, przeciętnie 3-4 razy w miesiącu. Jest to bardzo słaby wynik i jak możecie się domyślić nie było pozytywnych efektów na moich włosach. Dodatkowo nakładałam olej złą metodą-na sucho. Nic dziwnego, że stan moich włosów wcale się nie poprawiał. Moje kłaczki nie znoszą olejowania na sucho! A skoro nie widziałam pozytywnych efektów olejowania to nie robiłam tego często. Proste. Ale odkąd odkryłam idealną dla mnie metodę, jest to sama przyjemność :) 
Od jakiegoś czasu włosy olejuję na mokro tzw. "rosołek" ;) Na razie stosuję tylko olejek arganowy, bo obecnie nie mam innego, ale planuję zakup sezamowego ;) Arganowy działa cuda na moich włosach, szkoda, że jest taki drogi. U mnie najlepiej sprawdza się olejowanie na 1-2 godziny. Robię to 2 razy w tygodniu. Włosy są w o wiele lepszej kondycji :) Żałuję, że dopiero teraz zrozumiałam jak ważne jest olejowanie. Ale lepiej późno niż wcale ;) Przejdę teraz do bardziej szczegółowej pielęgnacji włosów w czerwcu :)

MYCIE
-szampon Babydream do codziennego mycia (obecnie robię od niego przerwę, żeby włosy się nie przyzwyczaiły, ale przez pół miesiąca go stosowałam) Na pewno kupię ponownie
-płyn Facelle do codziennego mycia. Bardzo fajny, delikatny, nie plącze moich włosów, nie wysusza, dobrze myje. Na pewno kupię ponownie
-szampon BingoSpa bursztyn i brzoskwinia z proteinami, do oczyszczania raz w tygodniu. Myje dobrze, ale nic specjalnego. Czekam tylko, aż go w końcu zużyję. Na pewno nie kupię ponownie

ODŻYWIANIE
-maska Stapiz Sleek Line. Mam mieszane uczucia. Kiedyś działała cuda na moich włosach. Teraz bardzo je obciąża, a końcówki po jej użyciu są jakieś suche i spuszone. Nie rozumiem skąd ta różnica. Może od tamtego czasu skład się troche zmienił? Mam jeszcze pół litra tej maski, poeksperymentuje z nią troche. 
-odżywka Garnier awokado i karite. Lubię tą odżywkę, bardzo dobrze nawilża. Ale dopiero niedawno odkryłam jak niesamowicie działa gdy dodam do niej 5-6 kropli olejku arganowego. Coś wspaniałego. Moje włosy dawno nie wyglądały tak świetnie. Na pewno kupię ponownie
-maska BingoSpa z zieloną glinką. Jako pierwsze O w OMO sprawdza się bardzo fajnie. Włosy mniej się elektryzuję, mniej puszą i są gładkie :) Ale nie kupię ponownie.
-odżywka Schauma 7 ziół. Zioła zdecydowanie nie są sprzymierzeńcem moich włosów ;) Nie kupię ponownie.
-odżywka Schauma masło shea i kokos. Naprawde bardzo fajna odżywka. Wiem, że dużo osób jest na NIE dla odżywek Schaumy przez samą markę. To błąd. Odżywki Schaumy, a szczególnie ta oraz Krem i olejek są świetne. Mają fajne składy i działanie też jest zadowalające :) Kupię ponownie
-odżywka Green Pharmacy olejek arganowy i granat-fajna odżywka, dobrze wygładza włosy i dociąża. Końcówki są ujarzmione, wreszcie nie odstają na wszystkie strony ;) Kupię ponownie.
-odżywka do spłukiwania Hegron. Nie mój typ. Nareszcie udało mi się ją zużyć. Połowę oddałam koleżance, która uwielbia tą odżywkę. Na pewno nie kupię ponownie. 
-Garnier Fructis Hydra Liss 72H-skusiłam się widząc ją w Biedronce. Skład nie najgorszy, więc wzięłam. I okazało się, że to całkiem przyzwoita maska. Na pewno nałożona na jedną minutę (jak zaleca producent, ale kto  by się do tych rad stosował ;)) nie zdziała cudów, ale nałożona na pół godzinki czy godzine super wygładza włosy. Są takie mięciutkie, delikatne, sypkie i nawilżone, że mam ochotę je ciągle dotykać ;) Myślę, że jeszcze kiedyś ją kupię ponownie.

KOŃCÓWKI
-wczoraj pobawiłam się troche z wycinaniem pojedynczych zniszczonych końcówek. Nie podcinałam w tym miesiącu całych włosów, bo zapuszczam, a podcinając końce co miesiąc całe to zapuszczanie mijałoby się z celem. Planuję podcięcie dopiero we wrześniu, albo i później jeśli ich stan na to pozwoli.
-do zabezpieczania: olejek arganowy, serum GP i serum Marion oraz nowy nabytek serum Joanny z miodem i proteinami mlecznymi

WCIERKI
-Jantar codziennie

OLEJ
-jak już pisałam olejowałam włosy dosyć często olejkiem arganowym

SUPLEMENTY
-siemię lniane (kilka razy, nie umiem być w tym systematyczna)
-pokrzywa+skrzyp
-olej lniany 1 łyżeczka dziennie

W czerwcu moje włosy generalnie nie sprawiały kłopotów, dobrze się układały i wyglądały też dobrze. Niestety kilka ostatnich dni było dla nich katorgą i efekty widzę na swoich końcówkach. No trudno, uczę się na błędach i teraz będę bardziej uważać i częściej wiązać włosy gdy wychodzę na dwór na wiatr i słońce ;)

wtorek, 2 lipca 2013

Nic ciekawego :)

Chciałam napisać parę słów, żeby nie odzwyczaić się całkowicie od pisania postów. Wpadam tu często, odwiedzam wasze blogi i staram się coś na nich zostawiać ;) ale na napisanie jednego sensownego postu po prostu brakuje mi czasu. To się niebawem zmieni, ale gdy zaczęły się wakacje i mam wreszcie chwile wolności, odpoczynku od nauki i obowiązków to mam ochotę zrobić wszystko naraz! Na razie cały mój czas pochłaniają spotkania ze znajomymi, imprezy, jazda rowerem i różne takie ;) I do tego jeszcze uczę się jeździć i przygotowuję do egzaminu teoretycznego co też pochłania trochę czasu. Dodatkowo wplątane w to wszystko są mecze siatkówki. Nie mogę przecież przegapić meczów naszej kochanej reprezentacji ;) A teraz jeszcze mnie jakiś głupi komar podgryza w stopę, więc muszę się drapać.
Pozdrawiam bardzo cieplutko wszystkich, którzy czytają te głupoty ;)

czwartek, 27 czerwca 2013

Dbam o formę! :)

Jutro zakończenie roku szkolnego. Na tę okazję kupiłam piękną białą bluzkę i czarną rozkloszowaną spódniczkę :) Jakie to czasem cuda można znaleźć na bazarku :) Przymierzając dziesiątki spódnic spostrzegłam w lustrze, że to nie jest to samo ciałko, które widziałam rok temu. Co prawda nie przybrałam na wadze, ale zawsze mogłam pochwalić się jędrną skórą, płaskim brzuchem i umięśnionymi nogami, a teraz co? Zaniedbałam się. No cóż, ostatnie problemy zdrowotne (które na szczęście już minęły) wykluczyły mnie na pewien czas z wykonywania ćwiczeń. Ale teraz już nie ma żadnego usprawiedliwienia i zaczynam walkę o formę! 
Najbardziej zależy mi na brzuchu, ponieważ to właśnie w tej części najbardziej tyję. Niedawno miałam ładnie delikatnie wyrzeźbione mięśnie, a teraz 2 centymetry tłuszczu i totalnie pozbawiona jędrności skóra. Od kilku dni wykonuję ćwiczenia na mięśnie brzucha. Jest to 10 minutowy trening brzucha z Mel B. Robię sobie 3 serie dziennie. Ćwiczenia są bardzo fajne, pierwszego dnia było ciężko, musiałam zatrzymywać filmik, żeby odpocząć, ale dzisiaj (3 lub 4 dzień ćwiczeń) spokojnie daję radę, nadążam :)
Dołożyłam jeszcze ćwiczenia na ręce, bo po ostatniej kontuzji muszę trochę wzmocnić mięśnie.
Niedługo dodam jakieś ćwiczenia na nogi. Rower już włączyłam do mojego planu, dziś przejechałam 6km. Więcej nie dałam rady, bo mocno wiało i zaczęły mnie boleć uszy od zimna :/ Nie znoszę tego uczucia. 
Nie zapominam także o diecie, która właściwie żadną dietą nie jest ;) Polega jedynie na wykluczeniu zbędnego cukru z diety. Zamiast słodzić herbatę dodaję miodku, który jest bardzo zdrowy. Co prawda moje włosy go nie lubią, ale do picia jest wspaniały, z wodą i cytryną smakuje niesamowicie :) I oczywiście staram się ograniczać słodycze. Nie mam z tym wielkich problemów, ale oczywiście jakiś cukierek raz na 2 dni musi być ;)

piątek, 14 czerwca 2013

Bardzo udane laminowanie :)

Został tydzień szkoły. No właściwie dwa, ale jeden można sobie odpuścić ;) Jeszcze tylko muszę pouczyć się z fizyki na kartkówkę, zaliczyć ją na 5, a potem już tylko cieszyć się wolnością ;) Cieszę się, bo wreszcie będę mogła porządnie zadbać o moje włosy.

Tydzień temu laminowałam włosy sposobem, który już dawno chciałam wypróbować na moich włosach, ale ciągle brakowało mi czasu. Był to strzał w dziesiątkę i już zawsze będę laminować moje włosy właśnie tym sposobem! A co to za sposób? 

laminowanie-olej-nawilżenie,
 czyli proteiny-emolienty-humekanty

krok 1
Przed laminowaniem nie oczyszczałam włosów mocnym szamponem. Włosy tylko zmoczyłam wodą. Zrobiłam mieszankę: łyżkę żelatyny zalałam 3 łyżkami gorącej wody, dokładnie wymieszałam i dodałam odżywkę Garnier Ultra Doux karite i awokado w stosunku 1:1 (wzięłam ją, bo jest pewna i sprawdzona, ale jeszcze pokombinuję z innymi odżywkami). Nałożyłam na osuszone ręcznikiem włosy, zawinęłam w folię i ręcznik. Podgrzewałam suszarką przez ok.10 minut. Mieszankę miałam na głowie 45 minut. Zmyłam zwykłą wodą, bez szamponu. Nie miałam problemu ze zmyciem żelatyny.

krok 2
Następnie na włosy nałożyłam olej. Robię to zawsze na mokro. Do miski z ciepłą wodą wlałam trochę olejku arganowego i zamoczyłam włosy. Delikatnie odcisnęłam nadmiar wody, założyłam na włosy czepek foliowy i ręcznik. Olej trzymałam godzinę (w zależności od tego co lubią nasze włosy, moje lubią olejowanie max.2 godziny, więc nigdy nie trzymam oleju dłużej). Olej zmyłam płynem Facelle metodą kubeczkową. 

krok 3
Ostatni krok to maska/odżywka nawilżająca. Ja użyłam ponownie Ultra Doux karite i awokado. Nie miałam akurat żadnej typowo nawilżającej odżywki, więc użyłam tej. Był to dobry wybór, bo lekko otępiałe włosy po myciu stały się miękkie i gładkie :)


Przez kiepską jakość aparatu wyglądać mogą na spuszone, ale zapewniam, że takie nie były. Chyba po raz pierwszy w życiu się nie spuszyły! Niestety musiałam je wysuszyć suszarką, bo było już po północy gdy skończyłam wszystkie te zabiegi, ale i tak byłam bardzo zadowolona z efektu. 

A wy jak laminujecie włosy? ;)


piątek, 7 czerwca 2013

Denko maja.

Dziś pierwszy raz prowadziłam samochód :D Co prawda jeździłam tylko po podwórku do przodu i do tyłu, ale i tak czuję wielką dumę ;) Szło mi całkiem dobrze, myślałam, że będzie gorzej. Niedługo będę mieć jazdy po Radomiu, więc jeśli ktoś tam mieszka to proszę uważać ;)

Po raz pierwszy u mnie na blogu przedstawiam wam zużycia minionego miesiąca. 
Nie jest tego dużo, dosłownie kilka kosmetyków. Nie lubię używać ciągle tego samego, więc ciężko jest mi w krótkim czasie zużyć cały kosmetyk

(po raz kolejny was bardzo przepraszam za jakość, no jeszcze muszę troche poczekać na nowy aparat ;))

1. Maska Alterra granat i aloes. Zachwalana przez wiele osób, u mnie niestety szału nie zrobiła. Moje włosy są bardzo wymagające, więc nie zraźcie się moją negatywną opinią o tej masce. Warto ją wypróbować. Ja nie kupię ponownie.
2. Tonik ogórkowy Ziaja. Obecnie zużywam 3 opakowanie. Uwielbiam ten tonik. Jest bardzo delikatny, nie wysusza, odświeża, dobrze zmywa brud i zanieczyszczenia z twarzy. Mam jeszcze wersję aloesową, ale nie jest tak fajna. Na pewno kupię ponownie.
3. Krem do rąk BeBeauty z bawełną i woskiem pszczelim. Nie ma go już w biedronce, kupiłam go ponad 2 lata temu. Zużyłam go dopiero teraz, ale nie dlatego, że nie przypadł mi do gustu, po prostu nie mam problemów ze skórą rąk, więc rzadko smaruję czymś rączki :) Kremik bardzo fajny, dobrze nawilżał i bardzo fajnie pachniał. Ale gdyby był dostępny w ofercie to nie kupiłabym go ponownie.
4. Żel pod prysznic Johnsons. Nie mam żadnych problemów ze skórą, więc nic mnie nigdy nie wysusza, nie podrażnia, więc szczerze mówiąc w żelach zwracam uwagę tylko na zapach. Ten był całkiem fajny, przyjemny i orzeźwiający. Nie kupię ponownie, bo nie był to mój ulubiony zapach ;)
5. Dezodorant w kulce Avon Little Black Dress. Kocham ten zapach, jest nieziemski. Dezodorant chronił średnio, nie sprawdzał się w sytuacjach stresowych lub gdy temperatura była wysoka. Nie kupię ponownie. Natomiast perfumy z tej serii na pewno kiedyś jeszcze kupię :)
6. Płyn micelarny Ziaja. Początkowo radził sobie świetnie, ale gdy zmieniłam tusz było już znacznie gorzej, zamiast zmywać, rozmazywał. Nie kupię ponownie.
7. Tabletki Vitalsss. Zapewne jak większość z was zakupiłam je razem z masażerem głównie ze względu na masażer. Ciężko mi jest o nich powiedzieć cokolwiek, bo po miesiącu stosowania suplementu nie ma co spodziewać się piorunujących efektów. Samych tabletek nie kupiłabym
8. Próbka kremu do twarzy na dzień Loreal. Ze względu na parafinę wysoko w składzie nie odważyłam się go nałożyć na twarz, więc zużyłam na rączki :) I bez szału. Nie kupiłabym.

Jak widać większość kosmetyków jest na czerwono. Na szczęście nie jest tak, że trafiam na same złe kosmetyki czy dlatego, że jestem aż tak wymagająca, po prostu zdecydowałam, że będę zużywać kosmetyki, które już bardzo długo zalegają na mojej półce, a której nie wywarły dużego wrażenia. Niektóre z tych kosmetyków nie są złe, ale lubię testować nowe, tylko dlatego nie kupię ich ponownie.
Jedno jest pewne, tonik z Ziaji jest świetny ;)

niedziela, 2 czerwca 2013

Liebster Award ;)

Marcepanka zaprosiła mnie do zabawy, więc odpowiem na kilka jej pytań ;)

Dlaczego założyłaś bloga?
Właściwie ciężko mi odpowiedzieć wprost, bo złożyło się na to kilka czynników. Najważniejsze to oczywiście motywacja w "hodowaniu" włosów ;) Od zawsze prowadzę internetowe pamiętniki, w tym czasie nie miałam żadnego, więc stęskniona za blogowaniem założyłam swoją stronę, pretekstem były oczywiście włosy :)

Na jaki kolor najczęściej malujesz paznokcie?
Nie przepadam za kolorowymi pazurkami. Niemal zawsze mam paznokcie umalowane delikatnym beżem. Czasem na czerwono, ale rzadko. Jeśli kolorowe paznokcie to tylko jakieś bajeczne wzorki jak tutaj. Ale do tego trzeba mieć talent ;)

Twoje ulubione danie?
Nie mam chyba jednego ulubionego. Jestem strasznym żarłokiem :D Ale lubię np. kurczaka z ananasem i ryżem, a z tych niezdrowych to frytki z serem i sosem czosnkowym. A moim ostatnim hitem jest sałatka z tuńczykiem, czerwoną fasolą i z czymś tam jeszcze ;)

Gdzie byś najchętniej pojechała gdyby nie ograniczały cię pieniądze?
Chyba jeździłabym po całym świecie na mecze siatkówki ;) 

Jaki jest twój ulubiony sklep?
Ciężko powiedzieć, bo właściwie we wszystkich sklepach jest to samo. Ale jakbym miała wybrać jeden najfajniejszy to byłby to Stradivarius. Nie mam wiele ciuchów z tego sklepu co prawda, no ale nawet fajne tam są ubrania ;)

Ulubiona bajka z dzieciństwa?
Nie wybiorę jednej, bo pozostałe by sie pogniewały ;) Wymienię kilka: Muminki, Gumisie, Tabaluga, Tom i Jerry, Dragonball Z no i Pokemony ;D

Jakie są twoje ulubione blogi?
Wymienione w lewym pasku bloga ;)

Jaką książkę ostatnio przeczytałaś?
Ostatnio przeczytałam "Lalkę" Prusa. Nadrobię w wakacje książkowe braki ;)

Ulubiony element garderoby?
Spódniczka.

3 cechy, które denerwują cię u innych?
-brak samokrytyki, jak również zbytnia krytyka w stosunku do siebie
-nadmierne gadulstwo
-odbieranie wszystkiego na serio

3 cechy, które ci imponują u innych?
-bezwzględna szczerość
-zaradność i samodzielność
-ambicja i wytrwałość w dążeniu do celu

Moje pytania:
O czy marzyłaś będąc dzieckiem?
O czym marzysz teraz?
Film, który najbardziej zapadł ci w pamięć
Ulubiony aktor
Jaki sport lubisz najbardziej?
Co sprawia, że czujesz się szczęśliwa?
Co najczęściej jesz na śniadanie?
Ulubiona piosenka
Co najbardziej w sobie lubisz?
Wymarzona długość włosów
Ulubiony cytat

Do zabawy nominuję każdego kto ma ochotę odpowiedzieć na moje pytania ;)

środa, 29 maja 2013

Podsumowanie pielęgnacji. Maj.

Niestety już za 2 dni trzeba będzie pożegnać się z moim ulubionym miesiącem w roku. Niestety. Jak szybko to minęło. Przyszedł więc czas na podsumowanie pielęgnacji w maju :)

MYCIE
-Babydream codziennie Na pewno kupię ponownie
-Facelle metodą kubeczkową, użyłam dopiero 3 razy
-BingoSpa bursztyn i brzoskwinia z proteinami do oczyszczania, chociaż oczyszcza średnio, ale muszę go zużyć, pięknie pachnie :) Nie kupię ponownie

ODŻYWIANIE
-balsam aloesowy Mrs.Potters, fajna lekka odżywka na co dzień Na pewno kupię ponownie
-Garnier Ultra Doux awokado i masło karite, użyta 3-4 razy Na pewno kupię ponownie
-maska Stapiz Sleek Line, prezent urodzinowy :D wydaje mi się, że kiedy używałam ją 2 lata temu działała lepiej, ale teraz też bardzo ją lubię Raczej kupię ponownie
-schauma odżywka 7 ziół, właściwie mam mieszane uczucia, niby fajna, ale szału nie ma ;) Nie wiem czy kupię ponownie

KOŃCÓWKI
-podcięłam włosy o ok.4 centymetry
-Marion Natura Silk jedwabna kuracja Raczej kupię ponownie
-serum Green Pharmacy Na pewno kupię ponownie

WCIERKI
-Jantar starałam się codziennie, ale różnie z tym bywało :) Na pewno kupię ponownie

SUPLEMENTY
-siemię lniane sporadycznie
-tabletki Vitalsss
-bratek (na cere)
-pokrzywa

INNE
-odżywka w sprayu Marion do włosów blond i rozjaśnianych Nie kupię ponownie
-płukanka cynamonowa, chyba tylko raz 
-olejowałam 2 lub 3 razy, biednie z tym u mnie, ale moje włosy bardzo wypadają po olejku nawet jeśli nie nałożę na skalp, nie wiem czemu

WŁOSY W MAJU
hah, jestem mistrzem painta :D
wybaczcie mi tą krzywą sklejanke, ale nie mam czasu na takie zabawy ;)

Dla porównania, włosy w kwietniu [klik] jak ktoś jest ciekawy ;)

I na koniec cudowna wiadomość. W aptece w moim mieście kupiłam olejek arganowy 50ml za 24zł :D Kto by pomyślał, że w takiej pipidówie kupię olej arganowy ;)

niedziela, 26 maja 2013

Miesiąc z siemieniem lnianym.

Przez cały kwiecień jadłam siemie lniane. W maju jakoś motywacja mnie opuściła i siemie przygotowałam sobie dosłownie kilka razy, można by na palcach policzyć. Ale to nic, od środy zaczynam ponownie, tym razem trzymiesięczną kuracje! Czemu od środy a nie od dziś? Ponieważ przez kilka pierwszych dni kuracji towarzyszą mi delikatne bóle brzucha (zdarzają się częstsze wizyty w toalecie ;) trzeba się z tym liczyć), a że w środe mam próbną maturę z języka polskiego, nie chcę żeby ból brzucha mi przeszkodził i rozproszył mnie.

Siemię lniane
Jest to produkt zawierający duże ilości wielonienasyconych kwasów tłuszczowych. Jest ono bogate w kwas askorbinowy, enzymy, cynk, żelazo, karoten, witaminy z grupy B, magnez, wapń, siarkę, potas, fosfor, mangan, krzem, miedź, nikiel, molibden, chrom, kobalt, glicerydy kwasów nienasyconych (m.in. linolenowego i linolowego). Zawiera także, w mniejszych ilościach, glicerydy kwasów nasyconych oraz fitosterole i witaminę E. Siemię lniane bogate jest w błonnik.

Siemię lniane ze względu na posiadane włókna kleiste wytwarzające śluz polecane są w chorobie wrzodowej żołądka i dwunastnicy.
Siemię bogate jest w tzw. lignany, które mają właściwości antynowotworowe, antywirusowe, antybakteryjne. Siemię lniane jest najbogatszym źródłem lignan.
Ze względu na kwas alfa-linolenowy siemię zwiększa wrażliwość insulinową organizmu, jest pomocne w redukcji tkanki tłuszczowej ze względu na zwiększenie przyswajalności węglowodanów przez organizm.
Kwasy Omega-3 chronią przed chorobami związanymi z układem krążenia, wzmacniają układ immunologiczny, który chroni nasz organizm przed infekcjami bakteryjnymi jak i wirusowymi. Mają też wpływ na gospodarkę lipidową naskórka, wytwarzanie sebum. 

Jak można spożywać siemię lniane?

1. Dodając do kanapek, sałatek czy jogurtów.
2. Dwie łyżki siemienia zalewamy ciepłą (ale nie gorącą) wodą. Odstawiamy na kilka godzin najlepiej do lodówki, jeśli nie mamy możliwości trzymać siemienia w lodówce to postawmy szklanke w jakimś ciemnym miejscu. Można dodać soku np. malinowego i zajadać :) Lub zmiksować z bananem czy jabłkiem.
3. Dwie łyżki siemienia zalewamy 100ml wody. Wstawiamy na ogień, po doprowadzeniu do wrzenia zmniejszamy ogień i gotujemy na wolnym ogniu ok. 5 minut.

Nie kupujmy siemienia w postaci zmielonej. Takie siemię szybko traci swoje właściwości!

Ja najbardziej lubię sposób 2. Po lekcjach zalewam 1-2 łyżki siemienia ciepłą wodą. Wieczorem dodaję soku malinowego i jem. Nie przepadam za tym smakiem, więc jem szybko bez wczuwania się ;)
Czasem dodaję siemię do kanapek. Kromkę chleba razowego smaruję masłem i posypuję ziarenkami siemienia i słonecznikiem. Pycha :) Nie toleruję natomiast 3 sposobu, dla mnie nie do przełknięcia. 
Oczywiście jest jeszcze kilka innych sposobów na spożywanie siemienia, ale ja ich nie stosowałam, dlatego nie  wymieniłam ich.

Jakie efekty uzyskałam?
Ciężko jednoznacznie wskazać co jest zasługą siemienia, bo jednocześnie stosuję inne kuracje.

Paznokcie
Tutaj zauważyłam rewelacyjne efekty. Od dawna borykałam się z problemem łamliwych, słabych paznokci, dlatego zawsze miałam je krótkie. Teraz mogę cieszyć się ładnymi, mocnymi i przede wszystkim długimi pazurkami, a złamań czy rozdwojeń brak ;) To raczej zasługa wyłącznie siemienia, chociaż w połowie kwietnia zaczęłam też stosować tabletki ze skrzypem, ale efekty były już widoczne zanim zaczęłam brać kapsułki.

Skóra
Mam wrażenie, że siemię pozytywnie wpłynęło także na cerę. Ostatnio zauważyłam, że pojawia mi się coraz więcej wyprysków. Myślę, że ma na to wpływ właśnie siemię, a raczej jego brak w mojej diecie. Choć powody tego mogą być inne: zakończenie picia tranu czy wznowienie kuracji pokrzywą (cera się oczyszcza). W każdym razie podczas miesiąca z siemieniem lnianym nie miałam problemów z cerą.

Włosy
Nie mierzę włosów, bo nie umiem :) ale wydaje mi się, że włosy urosły szybciej. Jednocześnie używałam także Jantaru, więc nie wiem czemu przypisać te właściwości i o ile włosy rzeczywiście szybciej urosły. Mam także mnóstwo baby hairs, ale zawsze mam ich pełno, więc tu ciężko jest mi się wypowiedzieć czy siemię wpłynęło na ich pojawienie się czy to zasługa czegoś innego.

Także za kilka dni wznawiam kuracje siemieniem lnianym. Tym razem potrwa ona do końca sierpnia ;)

piątek, 24 maja 2013

Skuteczny sposób na wągry-maseczka z żelatyny.

To będzie szybciutki post, bo zaraz zaczyna się mecz siatkówki. Nie mogę go przegapić! A zaraz potem wracam do nauki, niestety. Dzisiejszy post poświęcony będzie jednemu ze sposobów na zwalczanie wągrów jaki stosuję i po którym widzę rezultaty. Sposób jest bardzo łatwy, bezbolesny i...nie powiem, że przyjemny ze względu na zapach ;) 

Potrzebujemy:
-żelatyne
-gorącą wodę
-małe naczynie i coś do mieszania, np.łyżeczka

Jak przygotować?
Niewielką ilość żelatyny (np. łyżka) zalewamy niewielką ilością gorącej wody. Mieszamy tak długo, aż rozpuszczą się wszystkie drobinki. Nakładamy na oczyszczoną wcześniej buzie tylko na miejsca gdzie występują wągry. Najlepiej nałożyć cienką warstwę, wtedy szybciej zaschnie. Pozostawiamy do czasu aż zrobi się całkowicie twarda skorupka (ja czekam zwykle 30 minut). Potem szybkim ruchem zrywam "maske".

Efekty?
Cudów się nie spodziewajcie, nie pozbędziemy się na raz wszystkich wągrów, ale trochę ich "wychodzi". Ja stosuję raz w tygodniu od 2 miesięcy i wągrów mam znacznie mniej. Maseczka działa tak jak plastry na wągry, ale ja wolę tą metodę. Jest tańsza, z doświadczenia mogę powiedzieć, że nawet skuteczniejsza i na nosie nie pozostaje klej. 
Oczywiście trzeba się nastawić na niezbyt przyjemny zapach maseczki, ale da się wytrzymać ;) Jak już wspomniałam sposób ten jest zupełnie bezbolesny i bardzo łatwy ;) Serdecznie polecam ;)

O innym sposobie na pozbycie się wągrów możecie przeczytać TUTAJ.

niedziela, 19 maja 2013

Inspiracje.

Hej :)
Chciałam dziś napisać coś ciekawego, ale ciągle brakuje mi czasu. Wczoraj cały dzień rozwiązywałam zadania z matematyki. Muszę z ostatniego w tym roku sprawdzianu dostać 5 i już będę miała murowaną 5, dlatego muszę się postarać :) Gdyby nie to, że lubię się trudzić nad łamigłówkami matematycznymi to już dawno rzuciłabym te książki w kąt i poszłabym na rower albo coś. Nie cierpię ostatnich tygodni w szkole. Nauki 3 razy więcej, bo każdy nauczyciel chce się sprężyć i nadrobić materiał, a my chcemy na dwór, na słońce!

Dziś nie będzie tak włosowo jak w poprzednich inspiracjach, wstawiam zdjęcia, które w jakiś sposób mnie zauroczyły :)

Jeśli kiedykolwiek stanę na ślubnym kobiercu to tylko w takiej sukni ;)



Kocham tatuaże.


Chciałabym tak :)


Uwielbiam to zdjęcie.







A fankom muzyki rockowej polecam świetny mało znany polski zespół:
Zachęcam do odsłuchania całej płyty ;)

piątek, 17 maja 2013

Wizyta u fryzjera.

Na wstępie chcę wam bardzo podziękować za tyle pomocnych komentarzy pod ostatnim postem. Jeszcze nie podjęłam żadnej decyzji, ale na pewno wasze opinie bardzo mi pomogły. Dziękuję :)

A dziś chciałabym się z wami podzielić moimi wrażeniami z ostatniej wizyty u fryzjera. 
Przyznam szczerze, że ostatni raz u fryzjera byłam ok.4 lata temu. Przez ponad trzy lata można powiedzieć, że włosy stały w miejscu. Długość była identyczna, a nie podcinałam ani raz. Odkąd zaczęłam się interesować stanem moich włosów podcinałam końcówki już z 6 razy, łącznie ścięłam z 10cm włosów. Długość co prawda nadal ta sama, ale przynajmniej wiem, że rosną i że nie łamią się już tak bardzo. Do tej pory podcinała mi końcówki mama nożyczkami "fryzjerskimi" z Rossmanna.

WŁOSY PRZED WIZYTĄ
1.włosy po warkoczu na noc
2.włosy kilka godzin przez wizytą, nie są mokre tylko nie domyłam oleju ;) lekko się pofalowały :)


WRAŻENIA
Przywitały mnie dwie miłe panie. Nie musiałam czekać, od razu mogłam siąść na fotel. Zajęła się mną pani fryzjerka z brzydką fryzurą...jakoś mnie to zniechęciło. Pamiętam tę panią z dzieciństwa, wtedy też zajmowała się moimi włosami, ale wtedy one mnie nie obchodziły. Także była to pani ze sporym doświadczeniem. 
Zaczęło się niezbyt miło. Fryzjerka zamiast delikatnie rozczesać małe kołtunki, zdecydowanymi szybkimi ruchami czesała moje włosy, aż coś zaczęło się we mnie gotować. Chciałam już uciekać...
Samo cięcie przebiegło bardzo sprawnie i widać, że pani znała się na rzeczy :) Po cięciu zajęła się mną stażystka. Widać, że miała mnie gdzieś, bo susząc mi włosy patrzyła na swoje odbicie w lustrze i drugą ręką poprawiała sobie fryzurę. Pani susząc gorącym nawiewem przykładała suszarkę do włosów! A potem przyszło najgorsze. Sposób w jaki stażystka rozczesywała moje włosy był tragiczny. Logiczne, że takie włosy jak moje (suche, po farbowaniu) po suszeniu w taki sposób będą się plątać i będą nieposłuszne. Szarpała mi je i ciągnęła niemal do łez. W oczach miałam świeczki. Jeszcze zapytała czy chcę aby mi je wyprostowała. Prawie wykrzyknęłam, że nie chcę. Wyszłam stamtąd wściekła i znów mam uraz do fryzjerów. Cieszyłam się tylko, że miałam na włosach jeszcze niedomytą warstwę olejku i dużo silikonów na włosach. Może choć odrobinę ochroniło to moje włosy przed katowaniem ich grzebieniem i suszarką. Żałowałam tylko, że nie upomniałam tej pani, ale ja tak nie lubię być dla ludzi niemiła.


WŁOSY PO WIZYCIE
1.kilka godzin po wizycie, takie przyklapnięte strąki, niedomyty olej ;)
2. drugi dzień po myciu(zazwyczaj myję codziennie), po koczku-ślimaku, spuszone :/
3.tu mi się bardzo podobały (poza lewą stroną :/), były bardzo błyszczące, miękkie i nie mogłam przestać ich miziać ;)

Podsumowując, nie skorzystam więcej z usług tego salonu :)

Jutro laminuję włosy po raz trzeci :)